PJM - tłumacz języka migowego

Między kodeksem a refrenem. Prawnik z Wydziału Prawa UwB, który podąża „za wiatrem”

12.06.2026
dr hab. Mariusz Mohyluk z Wydziału Prawa UwB, muzyk zespołu The Pioruners (foto: Uniwersytet w Białymstoku)

Są ludzie, którzy potrafią łączyć światy pozornie odległe. W dzień analizują przepisy, tworzą naukowe opracowania i prowadzą zajęcia ze studentami, a wieczorami stoją na scenie, wsłuchani w rytm gitar i ludzkich głosów. Taką właśnie postacią jest dr hab. Mariusz Mohyluk z Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku - naukowiec, a jednocześnie współzałożyciel zespołu szantowego The Pioruners i autor muzyki, który właśnie przygotowuje się do wydania płyty „Za wiatrem”. 

Na co dzień prof. Mohyluk pracuje w Zakładzie Prawa Rzymskiego i Łacińskiej Kultury Prawnej. To miejsce wymagające precyzji, dyscypliny intelektualnej i konsekwencji. Równolegle jednak istnieje druga rzeczywistość - scena, muzyka i emocje. Czy te dwa światy się wykluczają? Nic bardziej mylnego. Jak sam podkreśla: „Praca na Wydziale też jest bardzo bliska sercu. Śpiewanie z zespołem też… tutaj nie widzę jakiejś różnicy”. W jego odczuciu zarówno nauka, jak i muzyka wymagają twórczego podejścia: „W pracy muszę być też twórczy, pisząc artykuły, monografie, przygotowując się nawet do zajęć”. Ta spójność podejścia sprawia, że jego działalność artystyczna nie jest dodatkiem do życia zawodowego, lecz jego naturalnym przedłużeniem.

Ważnym momentem na tej drodze było przyznanie stypendium marszałka województwa podlaskiego w dziedzinie twórczości artystycznej. Choć wyróżnienie to ma dużą rangę, sam laureat przyznaje, że towarzyszyło mu zaskoczenie: „Złożyłem ten wniosek i zapomniałem o nim… a później zostałem zaproszony na galę. Byłem zaskoczony, ale szczęśliwy”. Nagroda nie była jedynie symbolicznym gestem. Stała się impulsem do dalszej pracy i potwierdzeniem sensu obranej drogi: „To dało mi dużą motywację, że jednak to, co się robi, ma sens, że ktoś to dostrzegł”. Dzięki temu wsparciu powstaje płyta „Za wiatrem”, na której znajdą się utwory takie jak „Srebrne okręty”, „Żagle w górę na Dojlidy” czy „Morski kwiat”. Choć tytuły utworów przywołują morskie skojarzenia, sam artysta zdecydowanie odrzuca etykietę muzyki niszowej: „Ta płyta ma być skierowana do wszystkich… nie jest tylko i wyłącznie skierowana do jakiegoś wąskiego grona”. Piosenki, jak sam je określa, to czasem „notatki”, innym razem „modlitwy”, ale przede wszystkim emocjonalne opowieści. Ich uniwersalność ma sprawić, że trafią do każdego, niezależnie od tego, czy kiedykolwiek postawił stopę na pokładzie jachtu: „Chciałbym, żeby trafiła nawet do osoby, która kompletnie nie interesuje się żaglami… ale po prostu lubi muzykę”. 

Historia muzycznej pasji prof. Mohyluka zaczęła się stosunkowo zwyczajnie - od chóru akademickiego. Już na pierwszym roku studiów zdecydował się spróbować swoich sił: „Pan dyrygent przyjął mnie z uśmiechem… ku jego zdziwieniu okazało się, że jestem basem i to niskim”. To właśnie tam narodził się pomysł stworzenia zespołu. Jak wspomina: „Pojawiło się paru wariatów i pomyśleliśmy, że może wystąpimy… potrafimy śpiewać? Potrafimy”. Tak powstał The Pioruners - formacja, która z czasem stała się jednym z rozpoznawalnych zespołów szantowych w Polsce. 

Zespół działa już ponad trzy dekady. Jak mówi jego współzałożyciel, początki były pełne energii i intensywności: „Wszyscy nas odkryli, zapraszali… praktycznie wszystkie sceny szantowe, tydzień w tydzień jeździliśmy”. Przełomowym momentem było zdobycie Grand Prix w Gdyni w 1992 roku: „To był ogromny sukces… punkt, który spowodował, że byliśmy znani”. Od tego czasu The Piorun na stałe wpisał się w krajobraz polskiej sceny szantowej.

Wybór gatunku muzycznego nie był przypadkowy, ale też nie wynikał z wieloletniej fascynacji żeglarstwem. Jak przyznaje prof. Mohyluk: „W moim przypadku to po prostu sam pomysł mi się spodobał”. Największą siłą tej muzyki okazała się wspólnota: „Wspólne śpiewanie, wspólne wyjazdy… to było nieprawdopodobne”. Szanty stały się więc nie tyle wyborem estetycznym, co sposobem budowania relacji i przeżywania emocji. 

Proces twórczy autora bywa nieprzewidywalny. Najczęściej inspiracja przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie: „Z reguły to się dzieje w nocy między czwartą a piątą – nagle się budzę z pomysłem”. Następnie następuje etap selekcji - nie każdy utwór bowiem przetrwa: „Często się zdarza, że wrzucam do kosza”. Ale jeśli pomysł „zostaje”, staje się wewnętrzną potrzebą: „To jest taka konieczność stworzenia czegoś”. Skąd bierze się twórcza energia? Sam artysta odpowiada z pokorą: „Od tego Najwyższego… trudno to nazwać”.

Choć studenci wiedzą o muzycznej stronie swojego wykładowcy, temat ten pozostaje raczej nieoficjalny: „Raczej temat tabu” – przyznaje z uśmiechem. Zdarza się jednak, że pojawiają się na koncertach. Wtedy pojawia się lekki dysonans, który jednak rozładowuje naturalność: „Wiem, że oni wiedzą… jak będą mieli szansę spotkać mnie gdzieś na koncercie, to zapraszam”.


Choć sam tworzy szanty, gust muzyczny profesora jest niezwykle szeroki. Od klasyki po jazz, od Beethovena po współczesne brzmienia: „Każdy gatunek… bardzo lubię też dobrą muzykę popową”. Nawet wobec gatunków, które nie należą do jego ulubionych, zachowuje otwartość: „Nie przepadam za disco polo, ale uważam, że to też jest rodzaj muzyki ludowej - ludziom się podoba, bawią się przy tym świetnie i bardzo dobrze”.


Historia Mariusza Mohyluka to opowieść o harmonii między pasją a obowiązkiem. Dowód na to, że naukowa precyzja i artystyczna wolność nie tylko mogą współistnieć, ale wręcz się wzajemnie wzbogacają. W jego przypadku „gonienie za wiatrem” nie oznacza ucieczki od codzienności, lecz podążanie za tym, co autentyczne - bez względu na to, czy prowadzi to na salę wykładową, czy na scenę. Gdy nad ranem pojawia się nowa melodia, nie pozostaje nic innego, jak ją zapisać. Bo jak pokazuje jego historia - najlepsze rzeczy rodzą się właśnie wtedy, gdy odważymy się wsłuchać w rytm własnej pieśni. 

Zapraszamy do wysłuchania całego wywiadu z dr. hab. Mariuszem Mohylukiem, który przeprowadziła red. Marta Gawina. Można go również przeczytać na stronie głównej Uniwersytetu w Białymstoku


(opr.: WK, na podst. wywiadu Marty Gawiny) 

Galeria zdjęć

W ramach naszego serwisu www stosujemy pliki cookies zapisywane na urządzeniu użytkownika w celu dostosowania zachowania serwisu do indywidualnych preferencji użytkownika oraz w celach statystycznych. Użytkownik ma możliwość samodzielnej zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce internetowej. Więcej informacji można znaleźć w Polityce Prywatności Uniwersytetu w Białymstoku. Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie plików cookies, zgodnie z ustawieniami przeglądarki.